sobota, 14 września 2013

„Kocham jesc”



- jedzenie, szczególnie to nadmierne, jest tak na prawdę przyczyną mojego zainteresowania zdrowym odżywianiem.

Minęły ponad 2 miesiące mojej diety paleo.

...tworząc krótkie podsumowanie i przeglądając wiele blogów o podobnej tematyce, doszłam do wniosku, że za wieloma perfekcyjnymi tekstami, kryje się dosyć poważna choroba- zaburzenia odżywiania. Coraz częściej popadamy w obsesję na temat jedzenia. Idealnego jedzenia & idealnych posiłków.



Odnośnie diety -parę osób pytało mnie czy schudłam. Nie taki jest mój cel zdrowego odywiania, „dieta” to dla mnie styl życia, a nie chwilowa zmiana nawyków, poza tym moja waga jest w normie.
Jednak chcąc czy nie, schudłam i widzę to po ubraniach, bo na wagę wchodzę bardzo rzadko.
Na diecie paleo można schudnąć przede wszystkim za sprawą wyeliminowania zbóż (makarony, pieczywo, ryż, kasze) które mają wysoki indeks glikemiczny i dostarczają duże ilości węglowodanów.

Stosuję tą dietę, bo widzę w niej sens, chcę wyleczyć swój układ pokarmowy, chcę mieć dużo energii, obniżyć poziom przeciwciał, odzyskać naturalną odporność, przywrócić równowagę hormonalną w moim organizmie, łatwo zasypiać, pozbyć się bólów głowy (zatoki), wiecznego przemęczenia.
Wiem, że wymaga to czasu.

Jednak w przeciwieństwie do wszystkich innych diet, które do tej pory stosowałam, ta naprawdę sprawia mi przyjemność.

  Odżywianiem interesuję się już mniej więcej 7 lat, przeszłam przez wszystkie możliwe etapy, przede wszystkim  przez zaburzenia odżywiania, wszystkie 3 rodzaje (anoreksja, bulimia i jedzenie kompulsywne, to ostatnio dotyczy mnie w największym stopniu, zapraszam tutaj: dzisiejsza nadzieja jeśli masz podobne problemy, autorka bloga postanowiła umieścić tu niedługo moją historię, a ja z racji „wyleczenia” chciałabym zacząć pomagać innym) dzięki temu co przeszłam, nauczyłam się już nie popadać w paranoję na temat jedzenia, a przeszłam m.in. przez: dietę beztłuszczową bo tłuszcz wydawał mi się niezdrowy, bezmięsną, jadłam dużo owoców, bo przecież zdrowe, dużo nabiału, dużo ciemnego chleba, owsianka obowiązkowo na śniadanie i dużo suszonych owoców, przeszłam także przez etap jedzenia tylko jednego, małego posiłku dziennie, albo jedzenia 10 posiłków. Niszczyłam swój organizm na zmianę nadmiarem lub deficytem kalorii. Jedzenie było moją karą i nagrodą.

  Zakładając tego bloga moim głównym tematem miała być tarczyca, hormony i dieta paleo, a także odbudowa jelit, ale zdałam sobie właśnie sprawę, że główny i kluczowy powód zainteresowania dietą i zdrowym odżywianiem, szczególnie wśród kobiet są zaburzenia odżywiania, a pierwotnie obsesja na punkcie własnego ciała. Właśnie tak było ze mną.

Jedzenie stymuluje nasz mózg. Wpływa na nasze samopoczucie. Jedząc nieregularnie i nieodpowiednio spada nasze samopoczucie, a żeby sobie je poprawić znów sięgamy po jedzenie.



  Kiedy czujemy się nieatrakcyjni, rezygnujemy z jedzenia, lub je ograniczamy. Kiedy jest nam smutno i czujemy się źle, sięgamy np. po czekoladę.
Do tego jesteśmy podatni na informacje podawane w mediach, kierujemy się sylwetkami  z reklam, telewizji i gazet. Niechęć do jedzenia wzrasta w nas wraz z widokiem chudych modelek, a chęć rośnie wraz z reklamą ciastek. Nie potrafimy się w tym odnaleźć. Szczególnie, że często pojawiają się sprzeczne informacje na temat tego co zdrowe, a co nie, a my nie potrafimy zdecydować, której się trzymać, przystając przy „wszystko ale z umiarem”.

Trudno jest mi się rozpisywać o aspektach psychologicznych jedzenia (wolę opierać się na faktach, a niestety nie mam żadnego talentu humanistycznego ;x), jednak bardzo chciałam o tym wspomnieć –jest to definitywnie powód, dla którego teraz walczę o zdrowy organizm, dla którego w końcu doszłam do paleo. 
Ciągle uczę się nie kojarzyć jedzenia tylko z ulgą i przyjemnością, a z dostarczaniem mikro i makroelementów, wsparciem mojego ciała. 

  Przy diecie paleo na pewno jest mi o wiele łatwiej. Nie jem zbóż i nabiału, które uzależniają, więc nie mam już takiego problemu, że po zjedzeniu kromki chleba z serem czuję się jeszcze bardziej głodna.

  Nie jem samych owoców i produktów o wysokim IG (owoce, marchewka, ciastka zbożowe- moja częste przekąski, które tylko pobudzały apetyt), tylko z dodatkami (każdy posiłek powinien zawierać węglowodany, białko i tłuszcz, np. do marchewki czy banana dodajemy masło czy orzechy, dodatkowo mamy jeszcze jedną korzyść- witaminy A, D i K będą miały się w czym rozpuścić i przyswoić, bo jedząc np. samą marchewkę witamin nie przyswoimy), żeby uniknąć wyrzutu insulinowego (nagłe pobudzenie po węglowodanach i późniejszy spadek energii).

  Nie jem 5 małych posiłków dziennie, bo to najgorszy kit wciskany kobietom. Po jednym takim posiłku czułam się głodna i odliczałam  z zegarkiem w ręku czas do następnego. Jem 3 większe posiłki i tak jest idealnie. Posiłków nie omijam, bo wiem, że jak jednego nie zjem, może skończyć się to jedzeniem kompulsywnym.

  Jem w końcu dużo zdrowych tłuszczy (masło ghee, olej kokosowy, smalec). Niedobór którychś ze składników pokarmowych (np. tłuszczów) zawsze powoduje, że nasz organizm domaga się ich, wzmagając przy tym napady głodu i kompulsywnego jedzenia, dlatego tak ważne jest jedzenie białka, tłuszczów i węglowodanów w odpowiednich ilościach, a także suplementacja witamin i minerałów, których nie zawsze jesteśmy w stanie przyswoić w odpowiednich ilościach z samego jedzenia -post o mojej suplementacji.



na zakończenie pieczony kalafior z pieczarkami, cebulą, ziołami i kozim serem camembert ♥





P.S. Kontynuować tematykę zaburzeń odżywiania?

1 komentarz

  1. Fajny post, i pouczający, zgadzam się w wielu kwestiach ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP