piątek, 25 kwietnia 2014

Placki z mąki kokosowej


Składniki:
-0,5 szklanki mąki kokosowej
-jajko
-woda (u mnie gazowana)- ok 1/3 szklanki lub mleko kokosowe/orzechowe - lejemy do uzyskania konsystencji gęstej śmietany
-przyprawy: u mnie sól himalajska, oregano, świeży czosnek - w wersji na słodko można dodać banana, miód, wiórki kokosowe, daktyle, rodzynki
-szczypta sody - opcjonalnie

Przygotowanie:
Mieszamy wszystkie składniki i smażymy na maśle ghee lub oleju kokosowym.



Na wierzchu położyłam makaron z cukinii. ;)


CZYTAJ DALEJ
czwartek, 24 kwietnia 2014

Paleo diet photo part IX

MY PALEO DIET IN REALITY 
1. Krem z brokuła z kapustą pekińską, indykiem i pietruszką

2. Łosoś gotowany na parze, cukinia, rzodkiewki, ogórek kiszony, kiełki, koperek

3. Kokos

4. Makaron z cukinii, krem z kalafiora, pieczony indyk - kolacja zrobiona przez mojego chłopaka ^^ ;*

CZYTAJ DALEJ
niedziela, 20 kwietnia 2014

Śniadanie wielkanocne - co jadłam?


Co jadłam podczas śniadania wielkanocnego?

sałatki:

sałatka numer jeden:  PRZEPIS z królikiem z rzodkiewki ;D

sałatka numer dwa:
-450 g włoszczyzny w słupkach ugotowanej na miękko
-ok 240 g słoik oliwek
-2 puszki tuńczyka w sosie własnym
-jedna cebula - drobno pokrojona, surowa lub zeszklona
-sól himalajska
-świeża pietruszka

kabanosy z konspolu

Konspol to firma, która w swoich produktach ma na prawdę samo mięso, bez żadnych zbędnych dodatków i konserwantów,wszystko jest bezglutenowe, dlatego wam ja serdecznie polecam. Kabanosy kupiłam w biedronce.

jajka faszerowane - przez ostatnie miesiące byłam na protokole autoimmunologicznym, który postanowiłam przerwać własnie dzisiaj, zjadłam jedno takie jajko i okażę się, czy je toleruje, czy nie.
Przepis jest bardzo prosty, jajka gotujemy, kroimy na pół i wyjmujemy żółtka, które mieszamy z pietruszką, solą i odrobiną masła. Wkładamy z powrotem w miejsce po żółtkach. Bardzo pyszne i nie trzeba od razu ładować w nie majonezu.

ciastka z kremem PRZEPIS

Jak widać, nie robię żadnych odstępstw od paleo, bo na prawdę nie czuję takiej potrzeby. Akceptuje swoje jedzenie w 100% i wręcz odpycha mnie wszystko, co ma w składzie cukier, sól, ocet, oleje roślinne, emulgatory, konserwanty i jest obklejone lukrowymi jajkami. 




...razem z Gingerem życzymy Wesołych Świąt! :)
CZYTAJ DALEJ
sobota, 19 kwietnia 2014

Kiedy eutyrox nie wystarcza... Thybon.

Czasami zdarza się, a nawet bardzo często, że sam syntetyczny hormon t4 nie wystarcza, żeby przy niedoczynnościa tarczycy, a szczególnie tej wynikającej z Hashimoto czuć się dobrze. Czuć się normalnie. Żeby w ogóle funkcjonować. Czasami nasz orgaznim jest zbyt słaby, żeby dostateczna ilość dostarczanego hormonu t4 (najczęściej za pomocą eutyroxu lub letroxu) przekształciła się w formę aktywną -t3, która odpowiada m.in. za nasze samopoczucie i metabolizm, a także wiele ważnych szlaków w naszym organiźmie. Na szczęście t3 można brać oddzielnie, przyjmując Thybon lub Cytomel (niedostępne w Polsce), ewentualnie Novothyral - t3 i t4 w jednej tabletce, niestety brak możliwości operowania dawką t3.

Ja swój Thybon kupiłam dzięki uprzejmości jednej z dziewczyn z forum Hashimoto na facebooku, której bardzo mocno dziękuję!! ;)

O tym, że moje wyniki nie są najlepsze pisałam w tym poście LINK.

"Właściwie to jestem zdecydowana na ten lek (wlaśnie zamówiłam thybon) ponieważ moje TSH aktualnie wynosi 2,2, FT3 - 0%, FT4 - 50%, także wskazanie do zażywania T3 jak najbardziej uzasadnione. Letroxu nie będę zwiększać (biorę 100; ponieważ przy braniu dodatkowo T3, TSH i tak maleje). No i moje samopoczucie leży i nie może się zebrać z podłogi."


Thybon, który kupiłam zawiera dawkę 20 mcg liothyroniny (t3). Tabletkę dzieliłam na 4 części, brałam 1/4 czyli 5 mcg razem z 100 mg letroxu (lewotyroksyna, t4). Po paru dniach poczułam się lepiej, byłam zachwycona, ale wiedziałam, że muszę jeszcze poczekać, bo w moim przypadku mógł to by tylko efekt placebo. Nie była to jakaś gwałtowna zmiana, po prostu mniej mi się chciało spać, ale był to wielki powód do radości...ostatnie miesięce (listopad-luty) spędziłam w domu, w łóżku, nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, a samo wyjście na uczelnie (10 min) było dla mnie męczące. Na zajęciach ciężko było mi się skupić i skoncentrować, nie mówiąc o wykładach, gdzie ani minuty nie mogłam wytrzymać, ani sekundy skupic, robiłam tylko tyle, ile trzeba, by zaliczyć przedmiot - kto mnie zna, ten wie, że musiałam na prawdę czuć się źle ;)

Dawkę stopniowo zwiększałam o 5 mcg, doszłam do 15, jednak zaczęła boleć mnie tarczyca, czułam atak przeciwciał, także wiedziałam, że przesadziłam. Aktualnie (od 3 tygodni) jestem na dawce 5 mcg i tak jest póki co dobrze. Badania muszę powtórzyć i mam nadzieję, że uda mi się tu już wstawić wyniki, z których będę dumna.

Od 2,5 miesięca biorę Thybon, pomyślałam, że wrażenia najlepiej zestawię w tabeli:


Letrox, 100 mg
Letrox 100 mg + Thybon
wieczne zmęczenie i senność, zasypiałam o 20 i nawet budząc się o 9 byłam niewyspana, w ciągu dnia robiłam wszystko automatycznie, szłam na zajęcia, wracałam, jadłam obiad i myślałam już tylko o spaniu. W zasadzie to już od rana myślałam od spaniu. Tylko moja nerwica nie pozwalała mi spać w ciągu dnia.
mam sporo energii na robienie rzeczy, które wcześniej były dla mnie męczące, godzinny spacer stał się przyjemnością, a nie katorgą, co prawda nie budzę się rano super wyspana, ale czuję się tak jak kiedyś, parę lat temu, kiedy nie miałam problemów z hormonami
brak koncentracji, nie potrafiłam skupić się na zajęciach, miałam trudności z zapamiętywaniem, musiałam czytać coś po kilka razy, żeby w końcu zrozumieć o co chodzi
potrafię skupić się na zajęciach, ha, nawet potrafię skupić się przez pół nudnego wykładu!
nudności, bóle brzucha, nietolerancje pokarmowe
nudności całkowicie minęły, ale zaczęłam też intensywnie dbać o jelita – łykam kapsułki z kwasem solnym, suplementuję l-glutaminę, probiotyki, jem kiszone ogórki, sprawdzam rozkład BTW bo mam z tym problem (jem za dużo tłuszczu a za mało węgli), wszystkie bóle minęły, nietolerancje zostały (gluten, nabiał)
życie uciekajace między palcami
chęć do realizacji marzeń… w zasadzie to wreszcie zaczęłam myśleć o czymś takim, jak marzenia i rozwój osobisty.
stany depresyjne i obojętność do świata
nie wiem czy to zasługa thybonu, czy może dużych dawek choliny i inozytolu, a także kwasów omega-3 i wit D3, w każdym razie – pozbyłam się wszystkich najczarniejszych myśli (człowiek potrafi sobie wmówić wszystko, znacie to?). Oczywiście nie stałam się optymistką, bo to raczej nie leży w mojej naturze, ale żyję sobie całkiem normalnie.
nerwica lękowa – często denerwuje się bez powodu, wkurzam, czuję swoje myśli krążące we krwi z prędkością światła
nie powiem, żeby mi to minęło, ale jakoś tak się tym już nie przejmuję, nie analizuję każdej głupiej sytuacji
brak problemu z ustaleniem dawki
problem z dawką, wydaje mi się, że 5 mcg to trochę mało, ale 10-15 to już za dużo – próbowałam dzielić dawkę i brać thybon w ciągu dnia, jednak bez zmian
sporadycznie pojawia się hiperwentylacja
tu niestety bez zmian


Jest tak, jak się spodziewałam (bardzo mocno oczekiwałam, miałam nadzieję, marzyłam) – wreszcie mam siłę, by żyć. Teraz zostaje mi poprawić konwersję T4 do T3 (dbanie o organy, w których zachodzi – m.in. jelita, wątroba, dbanie o układ odpornościowy – immodulowanie go, balansowanie, uspokojanie a nie stymulowanie, które może pobudzić nie tą część co trzeba i zwiększymy sobie tylko atak przeciwciał), tak, żeby mój organizm pracował z jak największą wydajnością, a moje samopoczucie było lepsze niż kiedykolwiek. Zastanawiam się również nad NDT - naturalny hormon tarczycy.


*Poinformowałam mojego endokrynologa o thybonie, nie martwcie się. Nie miał nic przeciwko. Z wizyty zdam relację, ponieważ trafił mi się endo co wie o glutenie, nabiale, a nawet wie, co to wyczerpanie nadnerczy ;) 


Jeśli macie pytania śmiało piszcie. Nie jestem jednak lekarzem i nie biorę za was odpowiedzialności.
Decyzja o braniu thybonu była eksperymentem zrozpaczonej i bezsilnej alpaki, która wie, jak pracuje tarczyca, czego brakuje jej organizmowi, a co jej szkodzi. Przed po i w trakcie brania thybonu należy badać całą trójkę tarczycową (ths, ft3, ft4) i obserwować swój organizm (sampoczucie, trawienie, ból tarczycy, jakość snu, puls, oddech, bicie serca). Jeśli zależy Wam tylko na energii czy schudnięciu, to nie polecam bez zagłębiania się w temat. Możecie narobić sobie krzywdy - wpaść w nadczynność i wasz organizm zwariuje, pojawią się duszności, hiperwentylacja, bezsenność, nerwica, problemy z jelitami, z hormonami płciowymi itd.itd… Może 1/4 tabletki wygląda niepozornie, a thybon czy cytomel można dostać bez konsultacji z lekarzem dzięki Internetowi, ale to jednak syntetyczny hormon, który ma ogromny wpływ na nasz organizm. Wystarczy spojrzeć na powyższą tabele i moje zmiany. Każda komórka naszego organizmu posiada receptor tego hormonu, więc lepiej nie doświadczać na własnej skórze tego, co się dzieje przy jego braniu na własną odpowiedzialność bez odpowiedniej wiedzy.
CZYTAJ DALEJ
piątek, 18 kwietnia 2014

Borówka w białej czekoladzie



Nie tak do końca w białej czekoladzie, raczej w kokosie, ale smakują bardzo ciekawie. Zamiast bórówki (amerykańskiej) możemy użyć każdego innego owocu - np. pokrojonej truskawki, banana, malin, wiśni, a także suszonych- np. rodzynek, żurawiny, śliwek.

Składniki:
-borówka amerykańska - 2 garście
-wiórki kokosowe 100 g
-masło ghee/zwykłe lub olej kokosowy 3 łyżeczki
-miód/stewia/ksylitol (ok 1-2 łyżeczek) - opcjonalnie, jeśli owoce są słodkie- jest zbędne

+ foremka na kostki lodu/ciastka
użyłam takiej, kupiona w netto za 6zł:
 Przygotowanie:
Wiórki kokosowe mielimy w młynku do kawy lub blenderem na gładką masę i dodajemy płynne masło lub olej kokosowy (najlepiej chwile podgrzać, żeby konsystencja była jak najbardziej rzadka i łatwo można było przekładać do foremek). Do masy dodajemy wybrane owoce, ewentualnie miód lub stewię. Mieszamy i wykładamy do foremek, wstawiamy na 15 min do zamrażarki i gotowe ;)!
*Do masy możemy dodać 2 łyżeczki kakao i 1-2 łyżeczki miodu/stewii/ksylitolu  lub innego zdrowego zamiennika cukru i uzyskamy ciemną czekoladę.
**Jeśli nie mamy foremek (np. takich silikonowych na kostki lodu) możemy użyć głębszego naczynia, do którego przelewamy masę. Po wyjęcie z zamrażarki łamiemy lub kroimy ją na kawałki uzyskując mini batoniki.






podobne przepisy:

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 17 kwietnia 2014

Naturalna pielęgnacja - cz. II

Część druga, z serii czego używam. Będzie to raczej przegląd mojej łazienki, niż zbiór recenzji, o każdym produkcie postaram się napisać 1-2 zdania. Nie wszystko jest w 100% naturalne, ale wszystko czego używam jak najbardziej mi pasuje. Staram się m.in. przestawić na mydło marsylskie zamiast wszystkich płynów do kąpieli i żelów pod prysznic, a także na masło shea, kakaowe, olej kokosowy i olej arganowy zamiast wszystkich kremów, ale daje sobie czas. Konsystencja i przechowywanie naturalnych produktów różni się od tych drogeryjnych, dlatego trudno jest mi się przestawić.

LINK DO POPRZEDNIEJ CZĘŚCI

twarz:

Zrezygnowałam z wszystkich żeli i mydeł na rzez ścierki z mikrofibry. Trudno było mi uwierzyć, że taka szmatka potrafi zmyć makijaż (podkład, tusz, eyliner), a jednak! Zmywa się szybciej niż płynem micelarnym. Nie wymaga użycia detergentu - wystarczy namoczyć szmatkę w wodzie, przyłożyć do oczu, odczekać chwilę i lekko przetrzeć - powtórzyć ok 3 razy. Szmatkę wypłukać i wysuszyć. Koszt: ok 2-3 zł, starcza na kilka miesięcy, potem wymieniamy na nową.


Chusteczki z alterry - dobrze nawilżone, nie wysychają i nadają się do wszystkiego - przetarcia rąk, przemycia twarzy zamiast toniku, higieny intymnej.

Krem - obu używam zarówno do twarzy i rąk - ładnie pachną, delikatnie nawilżają i szybko się wchłaniają.

Tonik z korzenia mydlnicy lekarskiej - zawiera naturalne saponiny, czyli związki, które mają właściwości myjące. 2 łyżki korzenia mydlnicy zalewamy szklanką wody i gotujemy ok 15 min. W trakcie gotowania tworzy się lekka piana, która świadczy o obecności saponin. Dobrze oczyszcza pory nie wysuszając skóry. Można także stosować jako płukankę do włosów. Korzeń można kupić w aptece i sklepach zielarskich - mała paczka kosztuje ok 3zł. Tonik można przez tydzień przechowywać w lodówce, a jeśli jest się tak leniwym jak ja, trzeba kupić sobie jakiś konserwant np. TAKI, dodać parę kropel i cieszyć się jego trwałością.


Olejek arganowy - mój "krem na noc". Po zmyciu makijażu ścierką z mikrofibry, kiedy twarz jest jeszcze wilgotna, wcieram w nią kroplę tego olejku (a także w rzęsy), wtedy najlepiej się wchłania. Taka mała butelka (10ml) kosztowała mnie 5zł.

"Olej arganowy zawiera duże ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych w tym kwasów omega 6 i naturalne związanych izoflawonów. Ponadto zawiera wysoki poziom naturalnych tokoferoli (wit E) i prawie 100 innych związków czynnych w tym związki zapobiegające nowotworom.

Olej wykazuje działanie odkażające, ujędrniające i wygładzające. Przeciwdziała procesom starzenia się skóry, poprawia elastyczność, jędrność działa rewitalizująco – wspomaga odnowę komórek. Regeneruje naskórek przy egzemach, zmianach trądzikowych bliznach.

Uspokaja podrażnioną , wrażliwą alergiczną skórę także poparzoną słońcem. Działa przeciwzapalnie łagodzi przebieg trądziku młodzieńczego. Dzięki dużej zawartości witaminy E jest antyoksydantem - wymiataczem wolnych rodników."

ciało:
Pomarańczowy olejek z alterry - do wcierania na mokre ciało : ) Pięknie pachnie i ma idealny skład (olej z awokado, oliwa z oliwek, olej z jojoby, olej z orzechów makadamia, olej z pestek winogron, olej z miąższu owoców)

żele do mycia ciała 1) Hipp - delikatny o dobrym składzie, bez SLS, niestety dla mnie zbyt drogi :< - często przelewam do tej wygodnej butelki z pompką płyny z Rossmanna np. facelle do higieny intymnej, babydream dla dzieci (płyn, żel lub szampon - mają bardzo podobne składy) 2) żel pod prysznic z Alterry- kolejny produkt o wspaniałym zapachu

Mydło marsylskie, naturalne- prosty skład: oliwa z oliwek, soda oraz woda. Nadaje się do mycia twarzy, ciała, włosów, okolic intymnych, przemywania ran, a także do prania. Ma działanie bakteriobójcze i przeciwgrzybiczne.

Mój ulubiony balsam do ciała: Cztery Pory Roku, Ecodermine, Intensywnie nawilżający balsam do ciała z eco jabłkiem (są jeszcze inne rodzaje). Pięknie pachnie, jest stosunkowo tani - 9zł w auchan lub rossmannie. Posiada 95% naturalnych składników, w tym również te z certyfikatem Ecocert. Świetnie się wchłania i bardzo łatwo rozprowadza. Używam go także do kremowania włosów, tzn. zamiast maski - wgniatam we włosy, kiedy wiem, że już nigdzie nie wychodzę, zostawiam na 3-4h, następnie myję włosy szamponem.

polecam ;)!


Kupiłam sobie masła kakaowe, nierafinowane zachęcona zachwytami innych blogerek nt. zapachu. Rzeczywiście - zapach jest intensywnie czekoladowy (ściślej: kakaowy), niestety konsystencja okazała się dosyć ...toporna. O tym już niedoczytałam, ale i z tym sobie poradziłam - słoik z kawałkami masła kakowego umieściłam w garnku z gorącą wodą, i dodałam nierafinowanego oleju słonecznikowego (w proporcjach 1/3 oleju i 2/3 masła). Po całkowitym rozpuszczeniu (garnek najlepiej delikatnie podgrzewać na małym ogniu, tak żeby słoik nie pękł) słoik umieściłam w lodówce (można dać do naczynia z lodem) aby dwa składniki nie oddzieliły się i zmieniły postać na stałą i jednorodną. W ten sposób uzyskałam masło, którym da się smarować - stosuję do całego ciała.

"Masło kakaowe zawiera witaminy, potas, magnez, wapno, żelazo oraz kwas oleinowy, dzięki któremu rewelacyjnie regeneruje i nawilża skórę.

Ponadto zawarte w nim naturalne antyutleniacze neutralizują działanie wolnych rodników niszczących skórę.

Charakteryzuje się całkowitą zgodnością ze skórą, co oznacza, iż składniki w nim zawarte są łatwo tolerowane i wchłaniane przez skórę."

włosy:

szampon (kofeinowy), odżywka i maska z granatem, Alterra - te kosmetyki są chyba najbardziej udanym produktem tej firmy, mają idealny skład, a w działaniu nie ustępują żadnemu przeze mnie testowanemu, a próbowałam na prawdę wielu.

Kupiłam sobie kiedyś taką piankę z firmy Sante, sprawdziła się średnio - ładnie utrwala fryzurę, ale nie dodaję objętości, wręcz powoduje, że włosy są przyklapnięte. Podobał mi się jej zapach i naturalny skład. Kiedy mi się skończyła, wpadłam na taki pomysł, połączyłam świetne właściwości niepasteryzowanego piwa na włosy (koszt ok 3zł, dostepne chyba w każdym sklepie) z wodą i moim pojemnikiem na piankę i powstał świetny utrwalacz do włosów. (proprocje 1:1 piwo:woda - piwo należy wcześniej otworzyć i poczekać, aż alkohol wywietrzeje). Nadaje się do ujarzmiania baby hair, grzywki, a także do utrwalnia fal/loków - lepiej niż lakier! Dodatkowo jest zupełnie naturalna, tania i zawiera witaminy z grupy B. Potrzeba tylko pustego atomizera.


Woda z miodem - kolejny utrwalający spray. Łyżka miodu (surowego, nie z supermarketu!!) na szklankę wody. Używam, kiedy kombinuję z falami na włosach, albo spryskuje obficie, kiedy wiem, że nigdzie już nie wychodzę i moje włosy mogą być "obklejone". Miód bardzo dobrze nawilża i odżywia włosy.


  Następny super odżywczy spray do włosów w dziwnym pudełku, czyli woda z siarczanem magnezu  (sól epsom/gorzka/angielska). (proprocje 5:1 - woda:sól). Dzięki zawartości siarki pielęgnuje włosy, efekty podobne do płukanki z l-cysteiny. Włosy są miękkie i gładkie. Sól epsom jest dostępna w każdej aptece, za 25 g zapłaciny ok 6zł. W internecie możemy kupić cały kg, więc wychodzi dużo taniej - sól ta nadaje się do detoksykującej kąpieli, w moim przypadku jest to kąpiel stóp (kilka łyżek soli na miskę wody), ponieważ nie posiadam wanny :<

Maska do włosów z Bingo Spa - zaraz obok tej z Alterry ostatnio moja ulubiona

pozostałe:

 Woda destylowana z siedmiowodnym chlorkiem magnezu (proporcje 1:1 - po wymieszaniu proszku z wodą, powstaje konsystencja oliwy), czyli tzw. oliwa magnezowa.
Hamuje rozwój bakterii. Dostarcza magnezu do naszego organizmu, dzięki czemu nie muszę go suplementować. Koszt: 2 zł (kupiłam cały kg chlorku magnezu za 30zł) Codzienie wieczorem smaruje nadgarstki oliwą (początkowo może szczypać, kiedy skóra jest nieprzyzwyczajona), a rano używam pod pachy-działa jak antyperspirant- użycie oliwy po depilacji może powodować silne pieczenie!

więcej o oliwie magnezowej
zdrowotne właściwości chlorku magnezu


 maść linomag- uratowała mnie od schodzącej z zimna skóry dłoni

Peeling do stóp z mocznikiem i kwasami Bingo Spa - ma formę granulek, którymi masujemy stopy - jedyny preparat, który powoduje, że moje stopy są gładkie. Używam go także od czasu do czasu jako peeling do ciała lub twarzy - ale nie róbcie tego sami w domu, ja testowałam na sobie już sporo kwasów, także moja skóra jest przyzwyczajona - u innych może powodwać silne podrażnienia. Po takim zabiegu nie należy wystawiać skóry na słońce i używać filtrów przeciwsłonecznych.

 Przy okazji robienia powyższych zdjęć, znalazłam ten olejek. Staram się nim smarować rzęsy i paznokcie, ale nie potrafi mi to wejść w nawyk...ale zdjęcie wstawiam, może mnie w końcu zmotywuje ;) Swego czasu wcierałam go w końcówki włosów i wcierałam w skalp.

Moja ulubiona pasta do zębów bez fluoru (jest silnie toksyczny!)- koszt 3 zł, dostępna w auchan

Olej kokosowy - do olejowania włosów, do nawilżania skóry twarzy i ciała, na wszelkie blizny, rany, poparzenia, wysypki, zaczerwienienia. Ostatnio stał się mocno popularny, także jego zalet chyba nie muszę wymieniać. Od siebie dodam tylko, że sprawdził się u mnie jako krem do higieny intymnej - dzięki działaniu przeciwgrzybicznemu nie mam już upławów. Stosowany pod pachy działa jak antyperspirant - zapobiega przykremu zapachowi (działanie antybakteryjne).

Masło shea - również używam do całego ciała (masło roztapia się pod wpływem ciepłej skóry, smarowanie się nim jest znacznie łatwiejsze niż masłem kakowym, niestety jest praktycznie bezzapachowe), a także wcieram w paznokcie i stosuję zamiast błyszczyków/pomadek do ust - przetapiam do mniejszego pudełka.



CZYTAJ DALEJ
środa, 16 kwietnia 2014

Ciastka z kremem (AIP)



Nareszcie kupiłam mąkę kokosową. Mam na nią 1000 pomysłów, począwszy od gofrów, ciastek, naleśników, kończąc na tortilli, pizzy i plackach.
400g kupiłam za 15zł w sklepie ze zdrową żywnością, w którym spędziłam chyba z 40 min - jeśli kiedyś będziecie szukali dla mnie prezentu, wiecie, gdzie macie się udać ;)

Na próbę zrobiłam ciastka, bardzo proste, wzorowałam się tym przepisem, zmieniając mąki, rezygnując z jajka (daktyle mają i tak działanie "sklejające") ponieważ jestem na protokole autoimmunologicznym i dodajac wody.

Składniki:
-1,5 szklanki mąki kokosowej
-masło ghee lub olej kokosowy (ok 2 płaskie łyżki)
 -200g daktyli
-ok. szklanka wody
-*sól

krem:
-płatki lub wiórki kokosowe 150g
-banan
-łyżeczka soku z cytryny

*z przepisu wychodzi blacha ciastek

Przygotowanie:
W misce wymieszałam mąke kokosową i masło, dodałam szczyptę soli himalajskiej. Do osobnego garnka wrzuciłam daktyle i zalałam szklanką wody, zagotuwujac. Gdy daktyle były miękkie zmiksowałam je na gładką masę i dodałam do miski. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i na koniec dolewamy stopniowo wody, aż uzyskamy odpowiednią konsystencję. Im bardziej gęsta tym bardziej kruche będą nasze ciasteczka.


formujemy ciastka

i pieczemy ok 20 min w 200 stopniach

po upieczeniu

 Jak zrobić krem?
Mielimy w blenderze lub młynku do kawy wiórki lub płatki kokosowe (można kupić w Rossmannie), ja użyłam takich:
na gładki krem

Następnie mieszamy z bananem i sokiem z cytryny do uzyskania jednolitej konsystencji (jeśli trudno jest taką uzyskać można dodać trochę masła/oleju kokosowego). Smarujemy kremem ciastka:



CZYTAJ DALEJ
TOP