sobota, 29 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018



Pisząc podsumowanie roku 2017, stopniowo utwierdzałam się, że był to intensywny, zwariowany dla mnie rok. Pełen przygód, podróży, niespodziewanych zwrotów akcji. Pełen wzlotów i upadków. Zdobyłam tytuł inżyniera, wyszłam z depresji, przeżyłam ciężkie rozstanie, zwiedziłam trochę Holandii, Hiszpanii, Londyn, Maltę. Pojechałam pierwszy raz w życiu autostopem, pełniłam funkcję prezydenta organizacji studenckiej...
Rok 2018 miał być spokojniejszy. Powrót na studia, powrót do regularnego trybu życia. Zamiast "na walizkach" w planach było "w książkach".
No i jak mi to wyszło?

Białystok - piękne miasto! Trochę zimno i trochę łatwo się pogubić, ale bardzo miło wspominam. ;)

Styczeń.
Oczywiście nowy rok zaczęłam ambitnie od ...podróży. Wybrałam się do Białegostoku, poprowadzić szkolenie. Przyjęłam kolejne wyzwanie. Tym razem jechałam zupełnie sama, do zupełnie nowego, nieznanego mi miasta, do obcych ludzi prowadzić szkolenie. Sama, pociągiem w nocy. Ale przecież ja lubię takie wyzwania. Pamiętam dokładnie jak wychodząc z opóźnionego pociągu, o 9.00 rano na stacji Białystok powiedziałam sobie - nigdy więcej! Miałam za 20 min prowadzić szkolenie, po nocy spędzonej w pociągu, a totalnie się pogubiłam i nie wiedziałam jak mam w te 20 minut znaleźć się na Politechnice Białostockiej. Zaraz po szkoleniu cały stres minął i poczułam przypływ satysfakcji. Cały wypad do tej pory bardzo miło wspominam ;) Pozdrawiam cały Białystok - piękne miasto!
Następnie był wypad w pobliskie góry, czyli Beskid Śląski. Zupełnie luźny, 100% relaks i #nicnierobienie. Trzeba było naładować baterie, a jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka... :D Tutaj utwierdziłam się, że #nicnierobienie też ma sens i jest mi potrzebne do zachowania zdrowia psychicznego. Nie wybrałam się na narty czy na żaden szczyt. Po porostu siedziałam na tyłku, w domku, w górach.

Luty.
Czas rozpocząć nowy semestr. I to był wielki szok. Nie miałam pojęcia w co się pakuję, wybierając specjalność "bioanalityka" na wydziale chemicznym Politechniki Śląskiej. Tytuł inżyniera zdobyłam co prawda na tym samym wydziale, jednak na zupełnie innym kierunku. Musiałam nadrobić całe 7 semestrów bioanalityki w kilka tygodni. Z ludźmi, z którymi nie do końca się dogadywałam. Z którymi w ogóle się nie dogadywałam. Z którymi nie czułam ani skrawka porozumienia.
Jeśli kiedykolwiek pisałam, że praca w gastronomii to był rzut na głęboką wodę, ogromne doświadczenie i próba mojej cierpliwości, to z perspektywy czasu stwierdzam, że to był pikuś. Studia tak mnie pochłonęły, że do czerwca byłam wyjęta z życia.
Ani jednej podróży. To bardzo zabolało moją duszę podróżnika. Ale wiedziałam, że muszę się odnaleźć w nowej sytuacji. Znowu byłam skazana sama na siebie. Udowodniłam sobie po raz kolejny, że nie ma dla mnie granic nie do pokonania. Może jeszcze będzie ze mnie chemik-analityk?

Marzec.
Jej, co się wtedy działo?
No chyba tylko studia. Czy coś jeszcze? Zdecydowanie tak, ale było to coś niewidocznego na zewnątrz.
Nie wiem jak to najładniej ująć. Kruszenie lodu? Przekonywanie się, że jednak mam uczucia?
Tego nie dało się tym razem powstrzymać. Marzec był miesiącem, kiedy wszystko się zaczęło. Nie potrafię, ani nie lubię pisać o uczuciach, ale pisząc posumowanie roku 2018 muszę o tym wspomnieć. Ciężko nam było ustalić konkretną datę, ale 2018 to rok, kiedy weszłam w poważny związek. 


Spring Agora Kraków 2018, czyli konferencja dla ponad 800 studentów z całej Europy zorganizowana w Polsce. AEGEE-Kraków - wielkie gratulacje! 

Kwiecień.
Studia. Gdzieś tam po drodze moje urodziny. Piękne prezenty, piękne życzenia. Niestety żyłam za bardzo "w biegu" - od laboratorium do laboratorium, żyłam za bardzo studiami, by dostatecznie doceniać takie piękne momenty.
W ramach odreagowania - wyjazd na parę dni do Krakowa, na Konferencję dla Studentów z organizacji. Rzuciłam wszystkie laboratoria. Wspaniale spędzony czas!

Am i chemist or am i not?

Maj.
Hmmm... czyżby studia? Intensywnie, dużo nauki. Tygodnie spędzone w Laboratorium.
Udało się jednak pojechać na weekendowe szkolenie pt. Polska Szkoła Trenerów i spędzić dobry weekend w Jarocinie. Potrzebowałam takiego weekendu. Uwielbiam to uczucie, gdy zostawiam całą szarą rzeczywistość i wyruszam w nowe miejsce, robić nowe rzeczy.

Nowa praca = nowe wyzwania. Wydawało mi się, że umiem gotować. No właśnie - "wydawało mi się". Okazało się, że jeszcze sporo muszę się nauczyć.
Praca w gastronomii to niesamowite wyzwanie. Ale na pewno niczego nie żałuję.

Czerwiec.
Wiedziałam, że wkrótce kończy się semestr. Nie chciałam spędzić całych wakacji na podróżach i obijaniu się. Potrzebowałam jednocześnie odreagować ciężki okres na studiach, ale też nabyć nowego doświadczenia.
A jak połączyć przyjemne z pożytecznym? U mnie sprawa była prosta: gotowanie! Pomimo, że po poprzedniej pracy jako kelnerka zarzekałam się, że nigdy więcej pracy w gastro... a jednak. Nigdy nie mów nigdy. Tym razem praca od drugiej strony - na kuchni. I cholernie mi się spodobało.
Pracowałam w małym, wegańskim bistro. Niesamowite doświadczenie. Byłam m.in. odpowiedzialna za przygotowanie ciast oraz deserów na witrynę, przygotowywanie i wydawanie posiłków.
Nowa, wakacyjna miłość? Flamingi!

Lipiec.
Szczęśliwie zaliczyłam sesję (no może trochę w małych bólach i cierpieniach), jednocześnie dalej pracowałam w bistro coraz bardziej się angażując i rozwijając kulinarnie. Potrzebowałam jednak małego wypadu, więc zorganizowałam go sama. Wypad dla ponad 20 osób nad jezioro.
Kolejne dobre doświadczenie w zarządzaniu projektem. A szczególnie zasobami ludzkimi ;)
Żeby nie było tak kolorowo, podczas wyjazdu po raz pierwszy w życiu zemdlałam. Przeżyłam w swoim życiu wiele ciężkich stanów jak chroniczna hiperwentylacja czy bezsenność, silne zatrucia glutenem, ale to, jak się czułam po lipcowym wypadku wspominam jako największy ból roku 2018. Potłukałam sobie dosyć mocno kość ogonową, upadając na plecy i mdlejąc.
Przez 3 tygodnie byłam ograniczona ruchowo, co mnie, jako osobę, która nie potrafi usiedzieć w miejscu działało bardzo depresyjnie. Jak to się mówi, "do wesela się zagoi...." co okazało się prawdą, bo...


Sierpień.
W sierpniu odbył się ślub mojej przyjaciółki. Ania, z którą znamy się już dokładnie 22 lata jest dla mnie niczym siostra. Miałam przyjemność być na jej ślubie świadkową. Ania - dziękuję! Wasz ślub był przepiękny. Przepiękny, bo pomimo tak dużej ilości gości, spraw do załatwienia i natłoku emocji, od Was bez przerwy emanowała ogromnie wielka miłość.

`Live your life by a compass, not a clock.

Wrzesień.
Wypad na Majorkę! No bo jak to tak, cały rok bez żadnej podróży? Wciąż praca, ale przecież zawsze można wziąć parę dni wolnego. Szczególnie kiedy...
Tanie loty na hiszpańską wyspę! O sposobach na tanie podróżowanie przeczytacie [tutaj] -, co prawda z Berlina, ale co to dla nas -przy okazji można i Berlin zwiedzić.;)
Kolejny raz przekonałam się, że Hiszpania to kraj w którym się najbardziej odnajduje, a hispzański to przepiękny język.
Mentalnie jestem hiszpanką. 
Tego wypadu było mi bardzo potrzeba. Podróże sprawiają, że nabieram ogromnego dystansu do rzeczywistości. W krytycznych momentach statecznego i monotonnego życia, kiedy ciężko jest mi znaleźć małe powody do radości, wiem, że jest warto czekać.
Bo życie to coś więcej niż codzienne wstawanie na uczelnie/do pracy. Jest tyle pięknych miejsc na świecie do zobaczenia, tyle wspaniałych osobowości do poznania, tyle inspirujących rozmów do odbycia. Dotyk gorącego piasku, powiew wiatru znad oceanu, grillowane ośmiornice w Barcelonie czy melon jedzony na najczystszej plaży na Majorce. Brudna plaża w Katanii i natarczywy czarnoskóry mężczyzna próbujący sprzedać mi bezużyteczną chustę czy selfie sticka. Miło się wspomina takie chwile, dreptając o 8 rano na uczelnie przy -5 stopniach.

Październik.
Bolesny powrót na studia. Moje zdrowie zaczyna podupadać. Jestem słaba, zmęczona, zestresowana, a nauki nie przebywa, wręcz przeciwnie.
Bardzo ciężko jest mi się skupić, każdego dnia zaliczam tzw. "brain fogi". Ale kolejny raz biorę się w garść.
Zaczynam suplementację jabłczanem magnezu, GABA, kompleksem witamin z grupy B i powracam do biegania. Dam radę!

Listopad.
Studia. Studia. Studia. Suplementacja znacznie pomaga, jednak wciąż bardzo absorbują mnie studia.
Wciąż ciężko jest mi się skupić i mam wrażenie, że nauka tej samej ilości materiału wymaga ode mnie 2x więcej czasu niż od pozostałych. Ale wkręciłam się. To nie jest tak, że wiecznie na te studia narzekam. Ja na prawdę mam ścisły umysł, a wszelkie obliczenia, pomiary i nauka sprawia mi radość. Zaczynam czytać artykuły sama dla siebie, dla własnej przyjemności.
Nie samymi studiami człowiek żyję, więc pierwszy weekend spędziłam w Wiśle, na wyjeździe integracyjno-szkoleniowym. Miałam przyjemność poprowadzić szkolenie z zakresu Public Relations. Już po raz 4 w życiu. Tym razem stres był najmniejszy, a satysfakcja - największa. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo się rozwinęłam.
Kto by pomyślał, że jeszcze w liceum bałam się powiedzieć coś na forum klasy czy odezwać z pytaniem do nauczyciela... A teraz tak sobie o, prowadzę szkolenie ;) Niesamowite doświadczenie.

`Enjoy little things.
Świąteczne jarmarki zawsze spoko. Nawet jak się nie lubi tłumu ludzi, a bardzo lubi się nadmiar światełek, czyli #smogelektromagnetyczny i #mulledwine to jest super fajnie. 

Grudzień.
Koniec zajęć w laboratorium & miesiąc jarmarków świątecznych.
"Wracanie na ziemię" - oh tak bym to właśnie podsumowała, niesamowity grudzień. Jej, ja przez ten rok tak na prawdę znów byłam bardzo zajęta! Przez to wszystko niestety, ale ucierpiało moje zdrowie. Nabawiłam się kolejnych nietolerancji. Ale jak zwykle - nie poddaję się i walczę, nie narzekam, że boli. Coraz gorzej mi się zasypia, coraz gorzej wstaje. Szybko łapię infekcje, mój układ odpornościowy jest osłabiony. Dużo imbiru, witaminy C i kakao na wodzie kokosowej. Nigdy się nie poddam! Cel na 2019?
Jeden jedyny: kierunek - zdrowie!

Podsumowanie roku 2018:
Studia okazały się dla mnie ogromnym wyzwaniem. Jednocześnie bardzo satysfakcjonującym.
Nie udało im się jednak odciągnąć mnie od realizowania swojej pasji jaką jest gotowanie czy od udzielania się w organizacji studenckiej.
Czy był przełomowy? Zdecydowanie. Zaczęłam bardziej skupiać się na sobie, swoich celach i pojawił się ktoś, kto przełamał mój cały lód, lęk i nienawiść do związków. Od dawna byłam zdania, że miłość to związek. Chemiczny. Pojawił się ktoś, kto zmienił mój sposób myślenia o 180 stopni.

2018 to także rok, w którym zdałam sobie w końcu sprawę, że trochę stałam się "osobą publiczną". I to nie przez fakt, że mam bloga. Bo przecież nie ukrywajmy, w 2018 praktycznie przestałam go prowadzić (ledwie kilka postów - ale nigdy nie porzuciłam i nigdy nie zamierzam!). Nie żaden wywiad w radio czy kilka wystąpień na YT.
To dosyć intensywna działalność w organizacji studenckiej czy inna, szeroko pojęta działalność sprawiła, że ilość telefonów, wiadomości czy konwersacji na facebooku mnie przerosła. Zaczęłam się odcinać, żeby nabrać dystansu. I nabrałam. Nadal nie uważam, że udzielanie się w Social Media to coś złego. Jak sobie pomyślę ile dobrego udało mi się zdziałać, a wciąż dostaję pozytywne wiadomości od Was, jestem jak najbardziej zmotywowana, aby dzielić się w internetach moją wiedzą nt. tarczycy i odżywiania.

"Brain fog" i "wieczne zmęczenie" to tematyka, która bardzo Was interesuje, dlatego chętnie podzielę się z Wami sposobami, jak sobie z nimi radzić. To jednocześnie są dwa główne powody, przez które rzadziej się tu udzielałam. No bo jak pisać posta z brain fogiem? W połowie zdania zapomina się o czym się w ogóle pisze. :DDDDDD

`She needed a hero. So that's what she became.

W roku 2018 stałam się także bardziej pewna siebie. Byłam sama dla siebie inspiracją. Bo jeśli sama o siebie nie zadbasz, to nikt za Ciebie tego nie zrobi.
Nigdy nie byłam rozpieszczana. Problemy z oddychaniem, zaburzenia odżywiania, depresja, brain fogi, zatrucia pokarmowe... Wiecznie nowe wyzwania, pokonywanie własnych lęków. Ze wszystkim musiałam się zmierzyć zupełnie sama. I za każdym razem dawałam radę. W końcu uwierzyłam w siebie na 100%. Nic nie jest w stanie mnie powstrzymywać. Przestałam się przejmować czyimiś oczekiwaniami, czyjąś opinią. Tym, że to czytacie. Tym, że moje posty czytają moi najbliżsi znajomi (i ci dalsi też czytają i wszyscy je czytają... :D) i prawdopodobnie przy najbliższym spotkaniu nawiążą do tego wpisu. No i co? Od zawsze miałam potrzebę uzewnętrznienia się publicznie, tylko nie zawsze miałam na to odwagę. 

A co mnie przywita w 2019? Tym razem nie pojawi się żadna lista celów. Nie wiem i nie chce wiedzieć. Przekonałam się, że lubię niespodzianki. Przestałam oczekiwać. Zaczęłam przyjmować życie takim, jakie jest. Mam wspaniałego chłopaka i wspaniałych przyjaciół. Nic się więcej do szczęścia nie potrzebuję. Oprócz zdrowia, nad którym pracuję ;)
Najważniejsza jest akceptacja, a potem wszystko leci z górki, co nie?
A jakie są Wasze  cele na rok 2019? Piszcie w komentarzach! Chętnie przeczytam :)
Chciałabym Wam w tym miejscu życzyć jak najbardziej udanego, pełnego przygód, spontanicznego roku 2019!

Abyście się nigdy nie poddawali, żyli każdego dnia pełnią życia, nawet jeśli spędzicie go cały w domu, w piżamie. Doceniajcie każdy moment, dobrych, życzliwych ludzi, którzy Was otaczają. Nie życzę Wam spełnienia marzeń, bo one same się nie spełniają. Życzę Wam energii do ich spełniania!

2 komentarze

  1. Wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok!!

    OdpowiedzUsuń

  2. نعمل دائما على توفر خدمات نقل عفش متميزة لاننا افضلشركة نقل عفش بالدمام رخيصةتعمل فى الدمام والاحساء ويمكنك دوما الاستعانة بنا لاننا نوفر افضل سيارات
    نقل عفش بالدمامفقط اتصل بنا بالاضافة الى خدماتنا مثل :

    شركة نقل عفش من جدة الى الدمام شركة نقل عفش من جدة الى الدمام
    شركة نقل عفش بالمدينة المنورة


    شراء الاثاث المستعمل بالرياض

    شركة شراء اثاث مستعمل بالدمام شركة شراء الاثاث المستعمل بالدمام

    OdpowiedzUsuń

TOP